Książkowy przegląd 2024 roku
Nadszedł czas na coroczny przegląd książkowy, czyli publikację listy przeczytanych przeze mnie książek w 2024 roku.
Może nie jest to długa lista, ale staram się stawiać, po pierwsze, na jakość, a po drugie, nie o bicie rekordów w czytaniu chodzi. Mogłam więcej, ale nie chciałam, a wewnętrzna motywacja, czyli chęć zaspokojenia wiedzy powinna być tu priorytetem.
Nie będzie zaskoczeniem tematyka, którą wybrałam, bo jeśli śledzicie moje posty, to zapewne pamiętacie, że stawiam na psychologię, rozwój osobisty z domieszką duchowości, tak też się stało w roku ubiegłym.
Mój paradoks czytania polega na tym, że im więcej czytam i poszerza się moja świadomość odnośnie nieprzewidywalnej i zaskakującej natury człowieka, tym bardziej wzrasta moje poczucie niewiedzy. Konkretniej mówiąc, wiem, ile jeszcze nie wiem, może nawet nie wiem, ile nie wiem. Tym bardziej, że różne źródła mówią zupełnie coś odwrotnego, a nie rzadko zaprzeczają jedne drugim.
Gdy zaczynałam interesować się wszelakim zagadnieniami, wydawało mi się, że wszystko to jest takie proste i jedno wynika z drugiego, z biegiem lat, uświadomiłam sobie, że wiedza zdobywana przeze mnie na własną rękę, to tylko kropla w morzu albo nawet oceanie, tego wszystkiego, o czym mogę się dowiedzieć, a przecież istnieją jeszcze rzeczy nieodkryte.
Jednak i na to istnieje psychologiczne wytłumaczenie, a mianowicie jest nim jeden z błędów poznawczych, których pewnie doświadcza większość z nas, błąd ten nazywa się - Efekt Dunninga Krugera i polega na tym, że osoby bardziej doświadczone mają większą świadomość skomplikowanej dziedziny, dlatego wykazują większą ostrożność w ocenach, natomiast osoby o niskich kompetencjach przeceniają swoje umiejętności, ponieważ nie zdają sobie sprawy z własnej niewiedzy.
Dziś jeszcze bardziej niż kiedykolwiek są mi bliskie słowa Sokratesa – wiem, że nic nie wiem.
Im więcej czytam, im więcej interesuję się różnymi rzeczami, im więcej słucham webinarów i podcastów, upewniam się w przekonaniu, że nie ma jednej, konkretnej recepty, na dany aspekt życia, która sprawdza się u każdego, nie ma jednej cudownej metody działającej u wszystkich i jednej wiedzy, z którą zgodzą się wszyscy. Jednak książki, które wybieram to pozycje bardzo uświadamiającej, jedne z nich zrobiły na mnie ogromne wrażenie, inne żadne. Jednak czy to nie znaczy, że nie warto ich polecać, może Tobie przypadnie do gustu, coś, co dla mnie jest obojętne. A prawda jest taka, że trafiają do nas treści, na które jesteśmy gotowi, jeszcze parę lat temu, nie sięgnęłabym po książki, które dziś wybieram.
Łapię się na tym, że w większości przypadków jestem dobrym teoretykiem aniżeli praktykiem. Nie mam problemu z wygłoszeniem konkretniej teorii, jednak życie niejednokrotnie pokazało mi, że praktyka leży i kwiczy. Jak można wywnioskować – co innego jest wiedzieć, a co innego wdrożyć w życie.
Jestem daleka od nakłaniania ludzi do czytania, pomimo że wiemy, jakie walory czytanie posiada: wzbogaca słownictwo, poszerza wyobraźnie, obcujemy z ortografią, natomiast czytać na przymus, to chyba nie najlepsza droga, jak sądzę. To tak, jakby ktoś próbował mnie przekonać, do codziennego biegania o świcie, przecież wiem, że to samo zdrowie, jednak czuję, że to w ogóle nie moja dziedzina.
Czy czytając wiemy więcej?
Można byłoby tu podyskutować, bo jak mawiają wielcy myśliciele tego świata – wszystkie odpowiedzi są w nas.
Tak czy inaczej czytajmy tyle, ile chcemy i potrzebujemy, wybierajmy to, co nas interesuje, nie idźmy w ilość, a w jakość, nie róbmy tego na pokaz a dla własnej potrzeby.
Zagadką jest dla mnie postawa ludzi deklarujących ilość przeczytanych książek, które sięgają 200 i 300 książek rocznie.
Pytanie brzmi (jeśli nawet jest to prawda): czym jeszcze zajmuje się taka osoba w swoim życiu? Na pewno nie samym życiem, być może mowa tu o uzależnieniu albo ucieczce przez życiem w książkę, bo ucieczką nie zawsze musi to byś telefon, komputer czy używka.
Liczba przeczytanym przeze mnie książek przekroczyła 10, oczywiście nie liczę bajek i książek o typowo dziecięcej tematyce.
Oto i ona:
„Wypełnić pustkę” - Jonice Weeb
„Niedoskonała kontrola – Judith Viorst
„O stawaniu się osobą” - Carl. R. Rogers
„Z wielką odwagą” - Brene Brown
„Potęga teraźniejszości” -Eckard Tolle
„Przebudzenie” Anthony de Mello
„Oczarowanie” - Katherine May
„Nie zaczęło się od ciebie” - Mark Wolyn
„Terapia zajęciowa” - Jerzy Rottermund, Janusz Nowotny
Do tej list mogłabym dopisać, dwie książki lektury szkolne, które czytałyśmy razem z córką, są nimi;
„Opowieść wigilijna” - Karol Dickens
„Mały Książę” - Antoine de Saint – Exupery
„Terapię zajęciową”, jak nie trudno się domyślić, zakupiłam ze względu na moją edukację, którą zakończyłam w czerwcu ubiegłego roku, stąd jej obecność na liście.
Opowieść wigilijna, to lektura szkolna obowiązująca w klasie siódmej. Opowiada o wewnętrznej przeminie głównego bohatera, który dzięki duchom, które zabierają go do przeszłości, teraźniejszości i przyszłości, uzmysławia sobie, jak mało wartościowe było i jest jego życie i jakim wielkim on sam był i jest egoista. Na skutek tej podróży, które rozgrywają się w świątecznej aurze, postawia zmienić swoje życie.
Moglibyśmy zadać sobie pytanie, czy człowiek naprawdę się zmienia? Czy jego przemiana była szczera? A może podyktowana lękiem, przed ewentualną karą po jego śmierci?
Po „Małego księcia” sięgnęłam oczywiście nie pierwszy raz w życiu, jednak mam wrażenie, że po raz pierwszy zrozumiałam go dogłębnie, może nawet nad wyraz, bo moich sugestii nie podaje nawet problematyka dostępna w Internecie.
Kto wie, może przyjdę do Was kiedyś z własną interpretacją tej książki, w końcu każdy rozumie wszystko na swój sposób. A podawanie gotowych rozwiązań zawęża myślenie, mówi co myśleć, a nie uczy myślenia i wyciągania własnych wniosków.
Pamiętacie, to odwieczne pytanie zadawane w szkole – co autor miał na myśli?
A któż to wie?
Część recenzji wymienionych tu książek jest dostępnych na blogu, więc nie będę o nich wspominać i robić tego ponownie, tym bardziej, że moje recenzje przypominają bardziej streszczenia i wyczerpują temat do granic możliwości.
Na moim blogu znajdziecie recenzję: „Przebudzenia”, „O stawaniu się osobą”,
„Z wielką odwagą”. (Linki na końcu wpisu).
„Oczarowanie”, to książka, które mnie nie oczarował, a raczej rozczarowała. Nie oznacza to, że nie warto jej przeczytać, o gustach się nie dyskutuje, o tych książkowych również. „Oczarowanie” - to nieustanne doznanie zachwytu nad życiem, nad zwykłymi codziennymi sprawami, szukanie efektu WOW we wszystkim, rozpływanie się nad najbardziej prozaicznymi sprawami i zdarzeniami. Autorka próbowała przekonać czytelnika, jak piękne jest życie, a zachwyt na każdym kroku jest możliwy. Do mnie ta książka kompletnie nie trafiła. Powiem jedno, czytając ją wynudziłam się, jednak to, co zacznę zawsze staram się skończyć, dlatego nie pozostawiłam jej w połowie nieprzeczytanej. Z każdą stroną czekałam na to „oczarowanie”, ale się nie doczekałam.
„Niedoskonała kontrola” - to książka autorki „To, co musimy utracić”, której recenzję napisałam przeszło 3 lata temu. Autora stawia pytanie - czy istnieje w ogóle coś takiego, jak kontrola. Czasem kontrola, to wręcz całkowite odpuszczenie. Wskazuje na to, że nadmierna kontrola, jak i całkowity jej brak, są destrukcyjnymi zachowaniami. Nie na wszystko mamy wpływ, a często rezygnacja, z tego, co nam nie służy, daje początek odzyskaniu kontroli nad życiem.
„Wypełnić pustkę”, mówiąc w dużym skrócie, to pozycja o tym, jak dzieciństwo wpływa na nasze dalsze życie. Pustka, którą powstała w nas w przeszłości może być wypełniona tylko przez nas, nikt i nic nie wypełni jej poza nami.
To, czego nie dostaliśmy w przeszłości, wszystkie niezaspokojone potrzeby, nie zniknęły, wszystko czego nie dostaliśmy od najbliższych będziemy chcieli dostać od partnerów, ale to jest już niemożliwe do wykonania, wewnętrzna dziura może być tylko naprawiona przez wewnętrzna pracę nad sobą. Jeśli tego nie zrobimy, głód będzie towarzyszył nam nieustanie, nawet, w momentach, gdy będziemy dostawać, to co chcemy, ciągle będzie nam mało i mało. Skoro nie dostaliśmy od rodziców tego, czego potrzebowaliśmy, to w naszym mniemaniu znak, że nie jesteśmy godni, a skoro nie jesteśmy godni i mamy poczucie niezasługiwania, to tego nie przyjmiemy.
Jako dzieci, nie mamy wyjścia musimy dostosować się do oczekiwań dorosłych, nasze wewnętrzne potrzeby nie rzadko są blokowane i spychane na boczny tor. Priorytetem jest przetrwać przy boku rodzica, dostosować się, zasłużyć na jego uwagę, kosztem własnych pragnień. To, co stłumione nie ginie w przyszłości znajduje ujście, stąd nasze problemy w dorosłym życiu. Książka nie ma na celu obwinić rodziców, za przyszłe niepowodzenia dzieci, ale uświadomić kluczowe rzeczy, mówi, co zrobić, by uniknąć ewentualnych błędów w wychowaniu.
Dziś mamy dostęp do wielu źródeł, poradników, przeszłe pokolenia tego nie miały, za to miały swoich rodziców, którzy popełniali także błędy, więc jak możemy wnioskować nikt tu nie jest winien, po prostu tak było.
Wiadomym jest, że dzieciństwo to fundament na dorosłe życie, jednak istotnym jest także interpretacji dzieci odnośnie postępowania rodziców. Najlepszym przykładem tego są dzieci, wychowane w tych samych domach, a wybierający skrajne ścieżki i tak bardzo różniący się od siebie.
Tak czy inaczej odpowiedzialnością jest rozwiązywanie problemów i branie za nie odpowiedzialności tu i teraz. Zamiast obwiniania, jedynym słusznym wyjściem jest kształtowanie poczucia sprawczości – co mogę z tym zrobić tu i teraz.
Jeśli jesteśmy już przy tym modnym sloganie – tu i teraz, to najlepszą książką mówiącą o zakotwiczeniu w obecnej chwili jest „Potęga teraźniejszości” - Eckarda Tolle. Potęga teraźniejszości, to idealna propozycja dla tych, którzy patrzą głębiej, a tradycyjne postrzegania świata dla nich to za mało. Dla osób twardo stąpających po ziemi, ta książka może wydawać się nieco oderwana od teraźniejszości, ale podobnie, jak „Przebudzenie”, skłania do refleksji i nie pozwala przejść obojętnie nad rozpatrywanymi tam zagadnieniami.
Autor chce przekonać czytelnika, że jedynym słusznym rozwiązaniem i receptą na szczęśliwe życie jest praktykowanie uważności i życie bez myśli, jakkolwiek dziwnie to brzmi. Co autor rozumie używając określenie – życie bez myśli? Nie oznacza to człowieka bezmyślnego, ale takiego, który nie utożsamia się z myślami i emocjami, traktuje je jak chmury płynące po niebie, które są, ale zaraz przeminą. Nie jesteśmy myślami i emocjami, są tylko częścią nas. Ciągle analizowanie, to źródło cierpienie, bo przecież cierpienie, to tylko nasza interpretacja rzeczywistości a nie fakty. Człowiek traktujący zdarzenia, jako fakty nie oceniając ich i powstrzymując się od ich interpretacji nie cierpi. Życie w teraźniejszości bez patrzenia w przyszłość pozbawione leku, podobnie jak stawianie oporu niepożądanym sytuacjom jest źródłem dyskomfortu. Cierpienia według autora doświadczamy również poprzez ciągle pragnienie, z prostej przyczyny, którą jest koncentracja na braku, a nie na tym co już jest w zasięgu naszej ręki.
Cierpienie to również nasze etykiety i to za kogo się uważamy, nie rzadko tworzymy własną tożsamość na cierpieniu, dlatego boimy się utracić nawet, to co niewygodne.
Książka posiada wiele inny aspektów, o których nie sposób napisać, być może kiedyś wrócę do niej w osobnej recenzji.
Ostatnia książką, o której muszę wspomnieć to: „Nie zaczęło się od ciebie”, tak propozycja, która może wywrócić życie człowieka do góry nogami, no chyba że uznasz, że to co czytasz to bredni, w które nie masz zamiaru wierzyć. Książka mówi o dziedziczonych traumach i sposobach na ich odczarowanie. Nawiązuje do ustawień systemowych Berta Hellingera, o których wspomniałam kilka lat temu. Przedstawia prawdziwe ludzkie historie, które są dowodem na to, jak życie przodków nieświadomie wpływa na przyszłe pokolenia i na to, jakich wyborów dokonujemy w swoim życia.
Dobra wiadomość jest taka, że nie każda mroczna przeszłość może wpłynąć na przyszłe życie kolejnych pokoleń, jak i to, że każde niepowodzenie nie musi mieć początku w przeszłości. Nie bez znaczenie są wzorce rodowe (rodzinne).
Mówiąc w dużym skrócie, uczucia, które były pogrzebane kiedyś żywcem, nie znikają, chcą być przeżyte i głośno wypowiedziane, dlatego spłacamy długi wobec ludzi niesprawiedliwie potraktowanych przez naszych przodków, bierzemy „ciężar”, za rodziców, przeżywając to, co oni, by pozornie było im lżej, zachowujemy lojalność wobec rodu, która jest ważniejsza niż życie w lekkości i obfitości. Dziedziczenie traumy zostało potwierdzone na doświadczeniu z udziałem z myszami. Myszy zostały umieszczone w klatce, w której roznosił się zapach wiśni, po czym zostały rażone prądem. W przyszłych pokoleniach młode myszy reagowały nerwowo na sam zapach wiśni, co jest dowodem na dziedziczenie traumy. Zapach wiśni był kojarzony z zagrożeniem, któremu przyszłe pokolenia nie były już poddawana, w tym przypadku, nie były rażone prądem. Autor podaje wiele, narzędzi, jak odnaleźć źródło traumy, niekoniecznie mając wiedzę na temat swojej rodziny. Uleczenie traumy, to nie tylko ulga dla nas, ale i przyszłych pokoleń.
Dziś słowo trauma odmieniamy przez wszystkie przypadki, a nawet nadużywamy go w codziennym języku. A przecież trauma to najcięższy rodzaj doznania, z którym sobie nie poradziliśmy
Trauma to nasza osobista reakcja na sytuację. To, co dla jednego jest traumą, dla drugiego będzie tylko wspomnieniem trudnej sytuacji. Trauma, to za dużo, dla nas, w danym momencie, z czym nie poradziła sobie nasza psychika. Jak, mówi psychologia, traumę umacnia, to, że człowiek został pozostawiony sam sobie i nie mógł sobie poradzić z ciężarem doświadczonego zdarzenia. Trauma zapisuje się w ciele i czeka na uwolnienie, stąd powtarzane przez nas sytuacje, oczywiście nieświadomie.
I tym oto sposobem dobrnęłam do końca wpisu, zdaję sobie sprawę, że ten tekst do najkrótszych nie należał, jednak jeśli dobrnąłeś do końca, znaczy, że nie poszedł na marne.
Jeśli miałabym wybrać jedną książkę z całej listy, wybrałabym „Przebudzenie”, jeśli szukasz czegoś typowo psychologicznego sięgnij po „Wypełnić pustkę”, „Ostawaniu się osobą” i „Niedoskonałą kontrolę”. Znajdziesz tu przykłady wzięte prosto z terapeutycznych gabinetów. Jednak pozycje te wymagają skupienia. Jeśli chcesz doznać szoku, koniecznie sięgnij po - „Nie zaczęło się od Ciebie”. Jeśli pragniesz przenieść się do czasu dzieciństwa polecam „Małego księcia”, kto wie, może tak, jak do mnie ta propozycja przemówi do Ciebie na nowo.
Kończąc kolejna książką, która czeka w kolejce jest książka - „Kim jesteśmy” Stefanie Stahl, jeśli okaże się interesująca i w jakikolwiek mnie poruszy, przyjdę z jej recenzją.
Na dziś to tyle. Jestem ciekawa - jaką książkę przeczytaliście ostatnio?
Która książka odmieniła Twoje życie?
Linki do recenzji: "Z wielką odwagą", "Przebudzenie", "O stawaniu się osobą".
https://dziennikarskieinspiracje.blogspot.com/2024/11/z-wielka-odwaga-recenzja-ksiazki.html
https://dziennikarskieinspiracje.blogspot.com/2024/09/bajka-o-krokodylu-anthony-de-mello.html
https://dziennikarskieinspiracje.blogspot.com/2024/06/o-stawaniu-sie-osoba-recenzja.html
Komentarze
Prześlij komentarz