Książkowy przegląd roku 2025

 


Czas na książkowy przegląd, czyli ściślej mówiąc, listę książek, które miałam okazję przeczytać w minionym roku. Pomimo, że 12 tytułów to nie jest, jakaś imponująca liczba, to do znudzenia będę powtarzać, że w czytaniu nie chodzi o bicie rekordów, a przyjemność z lektury, a także odkrywanie wartości, jakie za sobą niesie ich treść.

Tak naprawdę książki te okiełznałam w drugiej połowę roku, a więc szczyt mojego czytania przypadł na porę letnio – jesienno – zimową.

Książka „Nie zaczęło się od ciebie” - przypadła na przełom 2024/2025 roku, dlatego pisałam już o niej w poprzednim przeglądzie książkowym, (https://dziennikarskieinspiracje.blogspot.com/2025/03/ksiazkowy-przeglad-2024-roku.html). Zachęcam do zapoznania się z innymi opisanymi tu książkami.

Oto 12 tytułów, które przyciągnęły moją uwagę z ciągu ostatnich miesięcy:

  1. Nie zaczęło się od Ciebie” - Mark Wolynn

  2. Bieguni” - Olga Tokarczuk

  3. Kim jesteśmy” - Stefanie Stahl

  4. Życie na pełnej petardzie - ks. Jan Kaczkowski

  5. Sens bycia” - Ari Wallach

  6. Możesz odejść, bo cię kocham” - Renata Arendt – Dziurdzikowska

  7. Ciche cuda” - Anna H. Niemczynow

  8. Słowa wdzięczności” - Anna H. Niemczynow

  9. Maleńka” - Anna H. Niemczynow

  10. Należy do mnie” - Anna H. Niemczynow

  11. Moc w słabości” - Anna H. Niemczynow

  12. W maratonie życia” - Anna H. Niemczynow

Książki autorstwa Anny H. Niemczynow, to taki oddech od bardziej wymagających lektur, to swego rodzaju relaks w czytaniu, nie wymagają aż takiego skupienie, do którego przyzwyczaiły mnie wcześniej wybierane lektury, co nie znaczy, że są mniej wartościowe. Autorka w swoich książkach dzieli się swoimi życiowymi doświadczeniami, a do powieści, które mogłyby wydawać się fikcją literacką, przemyca własne doświadczenia, na swoje bohaterki przerzuca własne uczucia. W losach postaci można odnaleźć jej osobiste historie, wzloty, upadki, blaski, cienie życia, czyli całą sinusoidę codzienności. I choć w opisywanych wydarzeniach nierzadko pojawiają się trudności, to autorka zawsze stara się przekuć je w coś pozytywnego i nawet w tych trudach upatruje sens. W jej opowieściach na pierwszy plan wysuwa się szeroko pojęta wdzięczność, która w przekonaniu autorki, może zmienić całe postrzeganie świata i zdarzeń, z którymi przyjdzie się człowiekowi zmierzyć. Wdzięczność w jej mniemaniu, daje nadzieję nawet w obliczu kłód, jakie życie potrafi rzucać pod nogi. Książki A. Niemczynow, to pełne refleksji opowieści o relacjach międzyludzkich, poszukiwaniu siebie, sensu życia, przeznaczeniu, powołaniu, przebaczeniu, niezachwianej wierze, sile, która tkwi w każdym z nas, a przede wszystkim o tym, jak bycie wdzięcznym za drobne rzeczy może zmienić rzeczywistość na lepsze.

Jeżeli szukacie lekkich lektur, ale jednocześnie zależy Wam na tym, aby niosły ze sobą wyższą wartość, zachowały kunszt i poziom literacki to książki Niemczynow są idealną propozycją na nowy rok. Jedno jest pewne nie będziecie się przy nich nudzić, a w wykreowanych przez autorkę bohaterkach - kobietach, być może odnajdziecie cząstkę siebie, większość z nich to jednocześnie silne i delikatne kobiety, a taka ambiwalencja cech opisuje przecież większość z nas.

Jeśli dla odmiany poszukujecie czegoś, co wzniesie Was na wyższy poziom literatury, to nie wahajcie sięgnąć po książkę noblistki Olgi Tokarczuk. Powiem szczerze, że książka pokonała mnie w dosłownym tego słowa znaczeniu, no cóż może jeszcze nie dojrzałam do tego typu literatury, czyli tej najwyższych lotów. Nie dość, że książka jest dość obszerna to i bardzo wymagająca, jednakże zaczynając cokolwiek, (nie dotyczy to tylko czytania, ale innych aspektów życia) zawsze staram się doprowadzać sprawy do końca, nie inaczej było w przypadku książki noblistki. Dobrnęłam do ostatnich stron, jednak ciężko było mi odnaleźć się w powieści, która nie ma jednej fabuły, a zamiast tego jest formą prozatorskich: notatek, esejów, fragmentów pamiętnika, fikcyjnych opowieści.

Mówiąc bardzo ogólnie książka porusza tematykę podróży wszelakich, tych dosłownym i tych w głąb siebie, które są nieodłączną i nieunikniona częścią naszego istnienie. Motyw podróży i tułaczki stanowi tu refleksję nad śmiercią, ciałem i tożsamością, jest także poszukiwaniem swojego miejsca na ziemi, świadomością tego, jak zmiany miejsca wpływają na nasz rozwój i wewnętrzną przemianę. Pojawiają się również rozważania na temat tego – czy będąc w ciągłym ruch tracimy czy raczej zyskujemy? Jednocześnie motyw podróży, Tokarczuk traktuje, jako sposób ucieczki przed lękiem, śmiercią, a często sama nie wiedząc przed czym.

Autorka stawia pytanie o sens podróżowania – czy podróże to nieograniczona wolność, dająca człowiekowi możliwość poznawania siebie i innych kultur czy raczej są bezrefleksyjnością w przemieszczaniu się w dzisiejszym świecie pełnym konsumpcjonizmu?

Tytułowi Bieguni to dawna prawosławna grupa religijna, wierząca w to, że człowieka będącego w ciągłym ruchu, nie jest w stanie dosięgnąć zło. Tokarczuk odwołując się do przeszłości, tworzy metaforę współczesności. Styl życia oparty na ciągłej zmianie miejsca był sprzeciwem wobec kontroli, porządkowi, zniewoleniu, z jednej strony to szansa na wolność, wybór, ale też zaprzeczeniem stabilności i bezpieczeństwa.

Czy polecam książkę za którą Olga Tokarczuk dostała Nobla? Trudno mi jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie - bo jak polecać coś, co nie zrobiło na mnie takiego wrażenia, którego bym oczekiwała? Jednak nie mam prawa również nikogo zniechęcać do dzieła literackiego odznaczonego nagrodą najwyższej rangi.

Odpowiedź tu może być tylko jedna - sami sięgnijcie i oceńcie, poza tym nie ma moim zdaniem złych i dobrych treści, są takie, których potrzebujemy i które do nas przemawiają, czy mówiąc współczesnym językiem - z nami rezonują. Nie na wszystkie książki jesteśmy gotowi, a to, co teraz wydaje się być dalekim od naszego literackiego gustu w przyszłości może okazać się pozycją numer 1. O gustach zresztą się nie dyskutuje, tych literackich również, to tylko subiektywne odczucia czytelnicze.

Jeżeli dla odmiany jesteście fanami psychologi w bardzo szerokim zakresie, to książka - „Kim jesteśmy? (Prawie) wszystko, co psychologia mówi o nas”, zapewne spełni wasze oczekiwania. W tytule pojawia się słowo „prawie”, które jest tu kluczowe. Powiedziałabym, że to, co znajduje się w tej książce, to jednak małe źródełko psychologicznej wiedzy, z którą spotkałam się w innych książkach, webinarach, podcastach, wszelkiego rodzaju przekazach i kropla wiedzy jeszcze przeze mnie nieodkrytej, także tej, która pozostanie dla mnie wiedzą tajemną, wszak nie jestem, psychologiem, psychoterapeutą i prawdopodobnie nigdy się nim nie stanę. Tak czy owak, dostępna dziś wiedza jest na wyciągnięcie ręki, a może nawet bliżej i nic nie stoi na przeszkodzie, by móc rozwijać się na własną rękę, bo kto chcę - znajdzie sposób, inny– wymówkę.

Książka „Kim jesteśmy” - napisana została w bardzo przystępnym języku, zaspokoi na pewno Wasz psychologiczny głód, znajdziecie tu odpowiedzi na wiele pytać, zrozumiecie funkcjonowanie zawiłej ludzkiej psychiki i motywów ludzkiego działania. Książka godna polecenia dla osób poszukujących wytłumaczenia dla większości naszych działań, postępowania w codziennych i ekstremalnych warunkach. Jeśli interesują Cię takie zagadnienia jak: style przywiązania, emocje i uczucia, praca z wewnętrznym dzieckiem, dążenia do zaspakajania podstawowych potrzeb tj. autonomia, kontrola, tworzenia więzi oraz interesuje cię, jak działa rana odrzucenia, czy to - dlaczego stosujemy mechanizmy obronne tj. projekcja, introjekcja, racjonalizacja, dewaluacja, idealizacja, to książka ta jest właśnie dla ciebie.

Książka zawiera historię przykładów z terapeutycznej pracy autorki oraz pokazuje możliwe rozwiązania naszych problemów, dzięki czemu staje się bardzie wiarygodna i autentyczna.

Ta propozycja książki poszerzy Wasze horyzonty i sprawi, że będziecie lepiej rozumieć siebie i innych. „Kim jesteśmy” - utwierdziła mnie w przekonaniu, że to, co widzimy i jesteśmy sami w stanie interpretować, to tylko iluzja naszej wiedzy, subiektywna interpretacja, niewłaściwe wnioski i oceny, bo prawda o człowieku jest zawsze głębsza i nigdy do końca odkryta.

Tu i teraz” - to jedno z popularniejszych haseł ostatnich lat, jednak książka „Sens bycia” - poniekąd obala ten modny slogan i nakłania do spojrzenia na życia w długiej perspektywie. Myślenie długoterminowe, to właśnie alternatywa dla zakotwiczenia się w tu i teraz. Takie stwierdzenie nie przeczy teorii, że przyszłość tak naprawdę tworzymy właśnie w tu i teraz, ale powinniśmy sięgać dalej i patrzeć, co - „tu i teraz” zdziała w przyszłości. Np. wychowując dziecko, kształtując w nim różne postawy, powinniśmy mieć świadomość, tego, jak to zaowocuje w przyszłości. Człowiek, który sadzi drzewo, często wie, że nie zobaczy rezultatów swojej pracy, ale wierzy, że to czemu poświęci teraz czas i uwagę, nie będzie bez znaczenia dla przyszłych pokoleń. Dlatego nasze „tu i teraz”, często wydaje się bezowocne, ale w przyszłości, zbierzemy żniwo własnych decyzji, postępowania, dawania przykładu.

O ile, modnym stało się często używane - „tu i teraz”, to istnieją tematy tabu i sprawy, których udajemy, że nie ma. Takim społecznym „tabu” jest śmierć, a jak się okazuje oswajanie śmierci, niesie za sobą ogromną wartość, stanowi przepustkę do życia w pełni, bo, jak twierdzi wielu, tylko ten, kto nie bał się życia i czerpał z niego pełnymi garściami – nie będzie bał się umrzeć – to jedno z ważniejszych przesłań książki - „Możesz odejść, bo Cię kocham”. Tytuł może wydawać się paradoksalny, jednak tylko prawdziwa miłość daje przyzwolenia na rozstanie i jest niekiedy dowodem największego uczucia, bo często pozwolić odejść drugiej osobie, to stawiać jej dobro, ponad własny komfort postrzegania.

To książka z pogranicza literatury faktu i psychologii, o charakterze eseiczno – poradnikowym. Traktuje o stanięciu ze śmiercią oko w oko, towarzyszeniu odchodzącym osobom, żałobie, traktuje śmierć, jako naturalny i nieodłączny element naszego istnienia i o ile śmierć kojarzy się z końcem, to miłość, jest ponadczasowa i tylko ona może pokonać nawet śmierć.

Śmierć w naszej kulturze i społeczeństwie, to temat tabu, często obśmiewany w celu rozładowania napięcia, żyjemy tak, jakbyśmy wierzyli w swoją nieśmiertelność, a przecież śmierć dosięgnie każdego, jest ona jedną z najbardziej pewnych rzeczy na tej planecie, pewnym jest również to, że nic nie zabieramy odchodząc z tego świata, jednak zostawiamy wiele. Bliskim pozostawiamy to, co zdecydowaliśmy się im ofiarować i nie chodzi wcale o rzeczy materialne. W takich wyzwaniach, jak towarzyszenie w odchodzeniu i uczestniczenie w oswajanie śmierci, możemy przejść na wyższy poziom życia i odnaleźć wartość w trudnych doświadczeniach, w obliczu takich ekstremalnych wydarzeń stajemy się prawdziwi, nie mamy czasu zakładać masek, często przewartościowujemy życie i na nowo ustalamy priorytety, stajemy się świadomi przemijalności i zadajemy pytanie – jaki to wszystko ma sens?

To, co nie wypowiadane nie znaczy, że nie istnieje, a lęk przed śmiercią, jak się okazuje jest przyczyną wielu codziennych problemów, z czego nie zawsze sobie zdajemy sprawę.

(Traktujemy śmierć, jako stratę, a co gdybyśmy traktowali życie innych, które minęło, z wdzięcznością i nie pytali – dlaczego tak krótko? Byli raczej wdzięczni za ludzi? Jakby na to nie patrzeć cierpienie po śmierci bliskich, to cena, jaką płacimy za udane życie z nimi. Brak cierpienia oznaczałby brak obcowania z najwyższymi uczuciami, tylko czy wtedy życie nie byłoby puste?) - ot taka mała dygresja.

W wielu przekazach spotkałam się ze stwierdzeniem, że tak naprawdę nie opłakujemy zmarłych, a płaczemy za sobą. Za tym, że na nowo musimy wszystko układać, żegnać się z wizją wspólnej przyszłości, planami, wspomnieniami itd.

Jakby nie patrzeć odchodzenie bliskich to najtrudniejsze doświadczenia, jednak, jak twierdzi autorka w akceptacji, nadziei i woli życia tkwi ogromna siła, a potęga miłości do tych, którzy odeszli, jest jeszcze większa.

Jeśli jesteśmy już przy tematyce śmierci, to czas zrobić przegląd ostatniej z moich książek, a mianowicie książki ks. Jana Kaczkowskiego - „Życie na pełnej petardzie”, większość z Was zapewne kojarzy postać charyzmatycznego księdza Kaczkowskiego, założyciela Hospicjum w Pucku, który można by powiedzieć był towarzyszem śmierci wielu osób, a hospicjum, które powstało z jego inicjatywy, było traktowane jako część ludzkiego życia, zapewniające ludziom odchodzenia z godnością. Sam nazywał siebie onkocelebrytą, czyli osobą znaną z tego, że ma raka. Nie dość, że nie obce były mu tematy, bólu, cierpienia i śmierci, które towarzyszyły mu na co dzień i były częścią jego posługi i pracy, to jemu samemu przyszło się zmierzyć z nieuleczalną chorobą. Ksiądz Kaczkowski przegrał walkę z nowotworem w wieku 38 lat. Choroba z jaką przyszło mu się zmagać, nie pozbawiła go chęci pomagania, w jego odczuciu ludziom bardziej potrzebującym. „Życie na pełnej petardzie”, to książka o wartościowym przeżywaniu każdej chwili nawet w obliczu świadomości nieuchronnej śmierci.

Książka to rozmowa księdza z Piotrem Żyłką, ma formę wywiadu, porusza problemy egzystencjalne, lata młodości, odkrywanie powołania, pracy duszpasterskiej, pracy w hospicjum, skrywa niekonwencjonalne podejście do wielu spraw. Wyraża postawę księdza względem eutanazji, aborcji. Warto wspomnieć, że ksiądz Kaczkowski był również bioetykiem, wiele jego wywodów opiera się na wiedzy i medycznym wyjaśnianiu wielu rzeczy.

Lepiej być ateista niż katolikiem – hipokrytą”, „Nie trzeba być wierzącym, żeby być przyzwoitym” - to tylko kilka cytatów księdza, które można przyznać nie są, czymś powszechnym w środowisku duchownych.

Ksiądz Kaczkowski był osobą cenioną w środowisku wierzących, a także tych, którym z wiarą nie było po drodze. Niewątpliwie przyczyniła się do tego, jego szczerość, optymizm, autentyczność wypowiedzi i odwaga.

Książka zdobyła tytuł książki roku 2015.

Do sięgnięcia po tę książkę zainspirował mnie film Johnny w reżyserii Daniela Jaroszka.

Nowy 2025 rok powitałam z książką „Śmiertelni – nieśmiertelni” i choć już wiem, że nie będzie to także historia z happy – endem, to czuję, że niesie ze sobą przekaz pełen wartości. To historia o woli życia, miłości, odchodzeniu, ogromnych siłach, jakie może wykrzesać z siebie człowiek w obliczu walki z chorobą i o tym, jak te trudne chwile wpływają na osoby, które wspierają chorych. Sięgając po tę pozycję zrozumiecie również, jakie zasoby tkwią w akceptacji, odpuszczeniu, co stoi w kontrze z dążeniem do kontroli i skłonnościami do zamartwiania się. Akceptacja nie kojarząca się z rezygnacją i brakiem woli życia, ale raczej świadomością, że nie można wszystkiego kontrolować, daje inny wgląd w życie, upewnia w przekonani, że nasz wpływ na wiele sytuacji jest ograniczony, jedyny, jaki możemy mieć, to taki, który daje nam wolność wyboru, co do reagowania na podbramkowe i tragiczne sytuacje.

Pragnienie, które ciągle i nieustannie towarzyszy człowiekowi to źródło cierpienia, chęć znalezienia się w pożądanych sytuacjach, dążenie do posiadania lub dążenia do unikania najmniej upragnionych sytuacji i zdarzeń, to ciągła walka, tworzenie oporu, stawiające nas w pozycji braku. Akceptacja z kolei to przyjęcie rzeczy i zjawisk, takimi, jakimi są, bez osądu, szukania odpowiedzi na pytania – dlaczego? Akceptacja staje się źródłem spokoju, szczęścia, pełni i życia w poczuciu obfitości. Jak mawiają najwięksi duchowi przewodnicy tego świata – to nie ludzie, zdarzenia czynią nas szczęśliwymi lub cierpiącymi, a nasze myśli.

Jestem dopiero w połowie tej obszernej (ponad 600 stron) książki, dlatego wspomnę o niej także w kolejnym przeglądzie, to znaczy, w przyszłym roku.

Tak właśnie wyglądało moje czytanie w ciągu ostatnich miesięcy, a jak wyglądało Wasze?

Ile książek przeczytaliście w 2025 roku?

Która z nich zrobiła na Was największe wrażenia?

Jaki rodzaj literatury wybieraliście najczęściej?

Co zamierzanie przeczytać w tym roku?

Kolejną książką, po jaką sięgnę w tym roku jest jedna z bardziej reklamowanych książek ostatnich miesięcy - „Pozwól im” - Mel Robbins, ale o tym już w kolejnym przeglądzie książkowym roku 2026.

Tak, jak już napisałam w tym poście, nie ma dobrych, złych, ciekawych i nudnych lektur. Każdy tak naprawdę mógłby napisać swoją historię życia i wcale nie chodzi o to, czy życie było ciekawe czy jednostajne emocjonalnie, wszystko ma taką wartość, jaką sami nadamy, wszystko ma taki sens, jaki odnajdziemy, wszystko nabiera takiego znaczenia, jaki jesteśmy wstanie zauważyć.

O czym byłaby Twoja opowieść życia?
















Komentarze

Popularne posty