Zaklęcia zakazu - druga część recenzji książki - Uwięzieni z słowach rodziców
Jeśli zainteresowała cię pierwsza część recenzji książki „Uwięzieni w słowach rodziców”, to ten wpis jest dla Ciebie. Jeśli jeszcze nie zapoznałeś się z poprzednim wpisem, to zachęcam do jego lektury.
Dziś o zaklęciach zakazu, które mają na celu zachęcić Cię do ewentualnej lektury książki.
Dziewczynki się nie złoszczą – nie okazuj emocji
Kto z nas nie słyszał słynnego - „złość piękności szkodzi”. Tak, jakby nasza uroda była ważniejsza od postawienia granic, czy realizacji własnych potrzeb. Złość piękności szkodzi, to idealne zdanie, którego celem jest uciszenie złoszczącego się, umniejszenie jego potrzebom, czy brak przyzwolenia na domaganie się tego, co jest oczywiste. Co tak naprawdę stoi za popularnym – złość piękności szkodzi? Bądź uległa, rób to, czego oczekują inni, nie mniej swoich potrzeb itp.
Zapewne rodzice, wypowiadający te słowa, chcieliby, by w przyszłości ich córki były sprawcze, umiały walczyć o swoje, były asertywne, stawiały granice i nie dawałyby się wykorzystywać, tylko to tak nie działa, bo rzucone zaklęcie, nie działa tylko okresie w dzieciństwa a rzutuje na całe życie. Ludzie, którzy nie potrafią odczuwać złości są ofiarami manipulatorów, łatwym „kąskiem” do wykorzystania przez innych do swoich celów. Często za adresatem słów – nie złość się - stoi bezsilność, brak umiejętności poradzenia sobie ze złością dziecka, brak zasobów, by poradzić sobie z jego trudnymi emocjami, ale także ze swoimi. Odczuwany przez rodzica wstyd, gdy dziecko w złości rzuca się na podłogę w sklepie, w celu wymuszenia zabawki, każe mu ulec, by nie czuć własnych emocji w tym przypadku - wstydu. Wstyd szepczący do ucha – co ludzie powiedzą - staje się impulsem, by zgodzić się na to, czego oczekuje maluch. A przecież nie ma złych emocji, są tylko informacje, że coś się dzieje i nie chodzi, żeby tłumić emocje a umieć nimi zarządzać i je przeżywać. Nie chodzi o to, by rodzic zgadzał się na wszystkie zachcianki dziecka, by tylko zminimalizować jego złość, ale uświadomił, że ma ono prawo czuć złość, gdy coś jest nie po jego myśli. Trzeba również pamiętać, że pod złością są ukryte inne potrzeby np. lęk. Matka, która w złości chwyta dziecko za rękę, gdy chce ono przebiec przez ulicę, czuję złość, pod która jest lęk o życie dziecka, tak też dziecko pod złością może skrywać inne uczucia np. bać się odrzucenia kolegów.
Przekaz - złość piękności szkodzi, to nic innego, jak idealna droga do skrywania i tłumienia emocji, a przecież stłumione nie ulatują w powietrze, utykają w ciele, powracają w przyszłości o wiele trudniejszych formach. Może nie przypadkowo mówi się, że to nie dana osoba nas zdenerwował tylko pokazała, co w nas jest, oczywiście dotyczy to reakcji nieadekwatnych do sytuacji.
To nie dziecko jest złe, ty też nie jesteś zły, tylko czujesz złość, do której masz zresztą prawo, nie utożsamiaj się nią, nie stanowi ona o tobie, a jest odzwierciedleniem tego, co czujesz.
Zastanawiałeś/łaś się dlaczego to zdanie - złość piękności szkodzi, nie pada nigdy pod adresem chłopców?
No to ci napiszę: chłopcy stworzeni są do wyższych celów, aniżeli bycie pięknymi, a agresja jest przecież taka męska, zresztą dzięki niej można stłumić smutek, który to z kolei nie jest akceptowalny u chłopców. Dziewczynki natomiast mają światu do zaoferowania nic więcej poza swoją urodą. W przypadku, gdy złość zagrozi jej urodzie, nikt jej nie zechce, a przecież to jedyny cel w życiu kobiety, by ktoś ją w ogóle chciał. Nie daj Boże, gdyby to ona miała wybierać. (Mam nadzieję, że tu odczytałeś moją intencję, posłużenie się sarkazmem).
Chłopaki nie płaczą – nie czuj
Niby mogą się złość, ale za to, dobrze byłoby, gdyby powstrzymywali łzy, w przeciwnym wypadku usłyszą, że – chłopaki nie płaczą, a to oznaczałoby, że nie czują, bo przecież żeby zatrzymać łzy, trzeba zrezygnować z odczuwani smutku. Konsekwencją jest zbroja, która pozwala trzymać gardę, być silnym, stanowczym, przecież wrażliwość jest taka niemęska. Tak, jakby emocje i uczucia miały płeć, a przecież wszyscy jesteśmy ludźmi, więc wszystko, co ludzkie, nie powinno być nam obce, emocje są ponad płciowością. Mitem jest, że mężczyźni są mniej emocjonalni, po prostu nikt nie daje im przyzwolenia na przeżywanie i okazywanie emocje, dlatego trudne emocje, szczególnie smutek, tłamszą w sobie. Nie proszą o pomoc, bo to takie niemęskie, ale to nie znaczy, że radzą sobie emocjami i są silniejsi niż kobiety. Najlepszym przykładem są statystyki, które mówią, że to właśnie mężczyźni częściej popełniają samobójstwa, wolą zakończyć swoje życie, niż poprosić o pomoc specjalistę. Przecież prosić, to nie słabość, to właśnie siła, odpowiedzialność za siebie i innych.
Ucieczką od odczuwanego smutku u mężczyzn może być alkohol, który właśnie zwalnia od zaklęcia – chłopaki nie płaczą. Nie bez przyczyny ktoś powiedział, że po alkoholu ludzie są prawdziwi, nie muszą udawać, alkohol nie tylko pozwala przeżyć smutek, czy od niego uciec, ale wyrazić ekspresje, pokonać wstyd, pozwala poczuć luz, którego brakuje na co dzień. Oczywiście to droga donikąd, ale gdyby ludzie na trzeźwo, pozwoliliby sobie na bycie takimi, jakimi są po alkoholu, czyli prawdziwymi, byłoby im łatwiej, może ta autentyczność nie kazałaby im uciekać w alkohol i inne używki czy być ofiarami zaburzeń obsesyjno - komulsyjnych.
Presja bycia silnym, każe nie tylko uciekać w alkohol, ale też w pracę czy sport, które pozwalają zamrozić to, co silnie skrywane. Jednak utrata pracy, brak przyzwolenie na porażki, rodzi gniew, który chroni przed smutkiem, dla mężczyzn nie istnieją lekcje wyciągane z porażek, porażka to katastrofa i upadek męskości, w męskim świecie nie istnieją błędy, na których można się uczyć a tylko koniec i brak perspektyw. Nie dla nich mądre cytaty typu - „albo odnosisz sukces albo się uczysz”.
Skoro emocje nie mają płci, to również nasze potrzeby zdają być się takie same, dlatego mężczyźni również potrzebują wsparcia, otuchy, bliskości, która pozwoli im na zaufanie i zrozumienie, że mogą czuć a pokazanie łez to niezaprzeczenie męskości, tylko zgoda na bycia po prostu prawdziwym. Łzy i smutek to pozwolenie na bycie sobą nawet ze słabościami, to odwaga, do przyznania się przed sobą i innymi do uczuć, którym pierwotnie chciałoby się zaprzeczyć.
Jeśli nadal są osoby, które uważają, że chłopaki nie płaczą, to nie powinny one oczekiwać, że ci sami mężczyźni będą umieli rozmawiać o uczuciach.
Bez względu na to czy jesteś mężczyzną czy kobietą odczuwanie smutku to przepustka do odczuwania radości, emocje nie towarzyszą nam wybiórczo, jeśli zamrażasz się na smutek, zamrażasz się też na radość. Jeśli nie pozwalasz sobie na przeżywanie smutku, przygnębienie, bezsilności, nie będziesz go także tolerować u innych, więc jeśli chcesz akceptować innych i móc ich wspierać, najpierw stań się wsparciem dla siebie. Nidamy drugiemu, tego, czego nie mamy w sobie.
Nie rób kłopotu – nie chciej
Nie chcieć robić kłopotu, to nie rozczulać się nad sobą, nie mieć i nie ujawniać potrzeb, nie być blisko siebie, żyć w napięciu, by nie odczuwać chęci zrealizowania czegoś, po co chciałoby się sięgnąć. Chcieć, to w przekonaniu osoby, na którą zostało rzucone zaklęcie – być dla kogoś kłopotem, ciężarem. Na pewno spotykasz osoby, które mówią, że nie chcą robić kłopotu, w ich przekonaniu nie mają prawa i nie zasługują, by oczekiwać czegokolwiek, najgorsze dla nich to poczucie, że byłyby dla kogoś ciężarem. Ich przekonanie sięga dzieciństwa, gdy znikały i były niewidzialnymi dziećmi, co pozwoliło im przetrwać np. w przemocowych rodzinach. I choć to, w co wierzą jest nieprawdziwe, bo każdy może, a nawet powinien chcieć, dla nich to „chcieć”, to zagrożenie, dopóki nie uświadomią sobie, że prowadzą ich podświadome przekazy będą żyły w cieniu innych.
Ojciec wie lepiej (nie miej swojego zdania)
„Co wolno wojewodzie...”, brzmi znajomo? Słynne - nie dyskutuj – kończyło rozmowę. Zwykle temu, kto wypowiadał to zdanie, czyli rodzicowi, najzwyklej na świecie brakowało argumentów, a wypowiedzią – nie dyskutuj, ja wiem lepiej – zamykał dziecku usta. Rodzic w ten sposób demonstrował swoją siłę, miał autorytet, którego bał się utracić, zdobywał przewagę i odnosił pozorne zwycięstwo.
„Dzieci i ryby nie mają”, to przekaz mówiący: nie masz prawa do swojego zdania, nie liczę się z twoja opinią, zniknij. Młody człowiek pod zaklęciem tych słów, przestaje ufać sobie, traci kontakt ze swoimi uczuciami i potrzebami. Chcąc przetrwać musi wyprzeć swoją potrzebę dzielenia się swoim zdaniem, boi się odrzucenia i jedyne co mu pozostaje, to dostosować się, czyli zamilknąć. Niestety moc zaklęcie nie mija w dorosłym życiu, a każdy kto jest pod jego wpływem, namacalnie doświadcza konsekwencji jego działania, choć nie zawsze jest tego świadomy.
I nie chodzi o to, że osoba ta nie będzie miała swojego zdania, wręcz przeciwnie do upadłego będzie przekonywać innych do swojej racji, nawet za cenę utraty relacji. Dla takiej osoby odpuszczenie, bądź przyznanie komuś racji, to upadek i porażka, tym bardziej, gdy w dzieciństwie było karane za błędy, dlatego tak zawzięcie walczy o swoje. Często dyskusja prowadzona jest dla samej dyskusji, by „moje było na wierzchu”, nie rzadko celem sporów nie jest poznanie prawdy, a poczucie wygranej, która jak wiadomo jest tylko pozorna. Skrywa się za tym potrzeba bycia wysłuchanym, czego właśnie zabrakło w dzieciństwie. Może właśnie dlatego na wielu forach w mediach społecznościowych można zauważyć nieugięte obstawanie przy swoim zdaniu, hejt i silna potrzebę przekonywania do własnych opinii, to dowód na to, jak wielu jest uwikłanych w zaklęcie „ojciec wie lepiej” i „dzieci i ryby głosu nie mają”. Dziś mają, tylko czy na tym właśnie polega nasz głos?
Czy przypadkiem rozmowa nie powinna polegać na wysłuchaniu drugiej strony?
Czy upierając się przy swojej racji, przypadkiem nie chcesz przekonać samego siebie, bo tak naprawdę sam masz wątpliwości?
Czy chcesz poznać prawdę, czy może zależy ci, żeby Cię ktoś w niej upewnił?
Nawet jeśli przyznasz komuś rację, to nie traktuj siebie jak przegranego, przecież dzięki rozmowie możesz poznać prawdę i o to właśnie powinno chodzić w dyskusjach. Poza tym czy istnieje jedna prawda objawiona? Im więcej, czytam i wiem, im więcej doświadczam i więcej poznaję, tym mniej mam ochotę to udowodniania komuś racji, bo wiem, jak wszystko jest niejednoznaczne i zależy od wielu czynników, jesteśmy tak różni jako ludzie, że nic nie jest na pewno i takie jakie się wydaje.
Gdyby nie padało - „dzieci i ryby...”, „ojciec wie lepiej”, rodzic nie straciłby autorytetu, przeciwnie stałby się autentycznym rodzicem, który może się mylić albo zwyczajnie czegoś nie wiedzieć, mógłby stać się wsparciem dla swojego syna, by ten swoim zrozumieniem, wsparciem i uważnoscią, mógł w przyszłości wesprzeć swoje dzieci.
Ty dziś już wiesz, nie musisz powielać tych samych błędów.
Nie mów nikomu, co dzieje się w domu (nie ujawniaj przemocy)
Uwikłanie w zaklęcie – nie mów nikomu, to trauma na całe życie, trauma, która nie pozwala zrzucić z siebie noszonego ciężaru, którego ujawnienie sprawiłoby, aby winni zostali ukarani.
Przekaz - nie mów nikomu, uniemożliwia zawalczenia o swoje życie, powoduje, że osoby potrzebujące realnej pomocy, nigdy o nią nie poproszą. Co skłania do milczenia osoby, które doświadczyły czy doświadczają przemocy? Są one przekonane, że nikt im nie uwierzy, że nie zasługują na pomoc, nie chcą robić kłopotu, obarczać innych swoimi przeżyciami, boją się braku zrozumienia i tego, że mogłyby usłyszeć, że przesadzają, boją się ponownego doświadczenia wstydu, są przekonani, że nie są godni uwagi i zrozumienia, uwierzyli również w najgorsze kłamstwa, że zasłużyli na to, co ich spotkało.
Małe dziecko nie ujawni przemocy w obawie przed ewentualną kara ze strony rodzica, nie zdaje sobie sprawy, że to, w czym tkwi jest największą karą.
Przemoc stosowana na rodzinie to nic innego, jak brak umiejętności poradzenia sobie z własnymi frustracjami, to szukanie winnego i szukanie usprawiedliwienia dla własnych zachowań. Demonstrowana przemoc to siła, która jest mechanizmem obronnym.
Ludzie dotknięci przemocą zawsze mają wybór - „Bo nie jest ważne, co ze mną zrobiono, lecz, to, co ja sam zrobiłem z tym, co ze mną zrobiono”.
Życie to nie zabawa (nie mniej przyjemności)
Kto z nas nie zna powiedzeń: „Bez pracy nie ma kołaczy”, „Najpierw obowiązki, potem przyjemności”. Pokutuje też przekonanie, że jeśli praca jest przyjemnością i przychodzi łatwo, to traci na ważności, bo wartościowa jest tylko ta ciężka i w pocie czoła. Uwikłani w to przekonanie nie umieją odpoczywać, nie traktują odpoczynku jako obowiązku, a jako luksusu, na który trzeba zasłużyć. Często sami narzucamy na siebie presję, nawet wtedy, gdy nikt nie ma wobec nas oczekiwań, w to zaklęcie bardziej uwikłane są kobiety, na których spoczywa nie tylko praca zawodowa, ale także ta domowa i choć w dzisiejszych czasach dom, to też pole do popisu dla Panów, to jednak presja kontroli nad wszystkim i wszystkimi leży w kwestiach Pań. I nawet, gdy na liście zostały odhaczone wszystkie rzeczy, to swobodne siedzenie na kanapie jest wyzwaniem, bo zawsze jest coś do zrobienia, a nawet jeśli wszystko zostało ogarnięte, to pojawia się wewnętrzny krytyk, który podpowie, że siedzenie to nic innego, jak lenistwo.
Zastanów się, czy gdybyś wiedział ten dzień był twoim ostatnim, przeżyłbyś go w taki sposób, jak to zrobiłeś. Czasami uwijamy się jak w ukropie, działamy na autopilocie, jakbyśmy byli w trybie przetrwania, wszystko po to, by nie czuć, by uciec od siebie, od tego, co mogłaby nam powiedzieć cisza. Może powiedziałaby, że masz dosyć i czas coś zmienić, może uświadomiłaby ci coś, co ci nie służy. Nie umiemy być tak naprawdę, marzymy o odpoczynku, a gdy już go mamy, nie wiemy, co z nim zrobić, jest tyle możliwości, a my nawet nie wiemy, na co mielibyśmy ochotę, tak bardzo oddaliliśmy się od siebie.
Umieramy za życia, a później żałujemy, że nie przeżyliśmy go tak, jak chcieliśmy, przestajemy się bawić, bo się starzejemy, a starzejemy się, bo przestajemy się bawić.
Nie bądź jak św. Marta, która traciła głowę dla domowych obowiązków, w momencie, gdy jej siostra Maria, czerpała z życia, to, co najcenniejsze. Czasami twoja rodzina bardziej doceni czas spędzony na zabawie, czy wspólnych rozmowach niż dwudaniowy obiad z deserem w sterylnie wysprzątanym domu. Wiem, wiem, jestem dobra w teorii, praktyka kuleje totalnie i sama mogłabym uczyć się z tego, co do was piszę.
A nie mówiłem? (nie działaj, bo pożałujesz)
Gdyby kózka nie skakała, to by nóżki nie złamała. Co stoi za powiedzeniem – a nie mówiłem, nic innego jak – nie działaj. A nie mówiłem, to triumf rodzica, który ostrzegał, dawał rady a dziecko nie posłuchało, więc ma co ma. Tylko, żeby się nauczyć chodzić, dziecko musi odważyć się zrobić pierwszy krok, z dopingiem i wiarą rodzica w jego możliwości, upadki będą nieuniknione, nikt nie nazwie ich porażką, a dobrym treningiem, który zapewni rozwój i zaowocuje tym, że dziecko nauczy się chodzić.
Ostrzeganie dziecka przed różnymi konsekwencjami jego czynów, jest dla niego informacja zwrotną, że rodzic czegoś nie toleruje, a w razie wpadki, nie bierze odpowiedzialności niepożądane konsekwencje, tym samym rodzic w pewnym sensie zwolniony jest z odpowiedzialności. Oczywiście dziecko potracone przez samochód, nie zostanie pozostawione same sobie i nie usłyszy tego zwrotu od rodzica, oznaczałoby to, że ten nie spełnia swoich funkcji. W przypadku, gdyby zwrot – a nie mówiłem - padł podczas nieudanej nauki jazdy na rowerze, mogłoby oznaczać, że rodzic nie chce, by jego dziecko nauczyło się jeździć, czy w ogóle rozwijać. Każda aktywność, jako zagrożenie przed karą, zniechęca dziecko, do podejmowania jakiegokolwiek wysiłku. Oznacza, to również, że matka, czy ojciec nie chcą wspierać dziecka i zostaje ono pozostawione same sobie. W obawie przed usłyszeniem – a nie mówiłem - rezygnuje z rzeczy, na które miałoby ochotę, gdyby otrzymało wsparcie, zaufanie i dobre słowo rodzica. Dziecko, które słyszy powiedzenia typu – kto wieczorem skacze, ten rano płacze, ma przeświadczenie, że podejmowane działania, które kuszą, mogą doprowadzić do porażki.
Lęk przed porażką zatrzymuje życie, skoro mam przekonanie, że dosięgnie mnie kara, to po co próbować? Lęk w pewnym sensie chroni przed porażką - nie działam, więc nie przegrywam, jednak czym jest życie bez działania i bez podejmowania wyzwań? Podejmowanie próby, mimo lęku, to prawdziwa odwaga, na miarę własnych możliwości.
Lęk rodzica udziela się dziecku, ogranicza jego możliwości i nie pozwala rozwinąć prawdziwego potencjału. Lęk rodzica o dziecko to tylko iluzja dobrego rodzica, bo dobry rodzic to nie ten, który chroni za wszelką cenę, ale ten, który pozwala smakować życia, motywuje, pokazuje możliwości, wierzy w dziecko i przede wszystkim nie ogranicza, nie zatrzymuje i nie zniechęca. Pozwala doświadczać i nie mówi – a nie mówiłem, gdy coś nie pójdzie po jego myśli, pozwala ponosić konsekwencje, bo nie przeżyje życia za swoja córkę, czy syna. To, co znane jest bezpieczne, ale to, co nowe jest ciekawe i przynosi szanse na rozwój, odkrycie paski lub swojego powołania.
Często szukamy usprawiedliwień dla własnego lenistwa, najlepszym przykładem są ludzie mówiący, o bogatych, jak o złodziejach, znajdują tym samym usprawiedliwienie dla własnego nicnierobienia. On kradnie – to ma, ja nie kradnę, więc nie mam. Nie przyjdzie nawet im na myśl, że zdobyte pieniądze są owocem uczciwej pracy.
To tylko żarty (nie możesz się bronić)
Czym jest uszczypliwość? Uszczypliwość, to taki mini atak, który ma zaboleć. W momencie, gdy zaboli, autor uszczypliwości, może zawsze powiedzieć, że to przecież tylko żart i w chwili oburzenia osoby, do której była skierowana uszczypliwość, pada uniwersalne – no, co ty nie znasz się na żartach? Adresat słów umywa ręce, jest czysty i niewinny, a „ofiara żartu” wychodzi na osobę bez poczucia humoru. Im bardziej intencją była uszczypliwość, która miała zaboleć, tym bardziej adresat broni się i zasłania żartem.
Znacie zapewne ze swojego życia sytuacje, w których ktoś, niby żartem, pozwalał sobie na drobne uszczypliwości pod waszym adresem lub adresem kogoś innego. W momencie, gdy osoba, chciała wyjaśnień i poczuła się ewidentnie niekomfortowo, niby „dowcipniś”, był tym wyluzowanym ze skłonnością do żartów, a jego ofiara sztywniakiem, nie umiejącym złapać dystansu do siebie. Gdy dowcipniś broni się żartem, ofiara nie ma pola manewru. Zmiana uszczypliwości na żarty ma zneutralizować atak, w ten sposób, by osobie, która go stosuje, nie zarzucić złych intencji.
Rodzic, który stosuje technikę uszczypliwości wobec dziecka, zasłania się żartem, gdy ostre słowa przybierają na mocy i są przekroczeniem granic, sprawiając tym samym przykrość dziecku.
Kolejna część – zaklęcia nakazu już wkrótce
Komentarze
Prześlij komentarz