Zaklęcia nakazu - trzecia część recenzji książki Uwięzieni w słowach rodziców
W poprzednim poście opisałam zaklęcia zakazu, dziś pora na coś zupełnie odwrotnego, czyli na zaklęcia nakazu.
Musisz być dzielna (radź sobie)
Co znaczy być dzielną? Być dzielną oznacza: nie prosić o pomoc, być samowystarczalną, opiekować się innymi, ratować ich, stawiać siebie na końcu, stłumić potrzeby, brać na swoje barki, więcej niż można unieść, co często skutkuje chorobami, dolegliwościami psychosomatycznymi, depresjami.
Samodzielność, to coś, czego uczymy dzieci od najmłodszych lat, chcemy by, były samodzielne, nie musiały polegać na innych. Jednak pułapką samodzielności i jej następstwem jest bycie dzielną/dzielnym, ogarnianie rzeczy wszelakich, potrzeba nieustającej kontroli, ciągłe dawanie i nieumiejętność przyjmowania od innych. Samodzielność to również zaprzeczenie – proszenia o wsparcie, traktowanie go jak przejaw słabości. Nie zwracanie się o pomoc, wynika również z poczucia, że na nią nie zasługujemy, boimy się prosić o pomoc, bo jeśli nam odmówią upewnią nas w tym przekonaniu, że nam się nie należy. Nie chcemy też obarczać innych swoimi problemami, być dla nich ciężarem.
Często przyczyną bycia dzielną jest parentyfikacja, czyli odwrócenie ról, moment, gdy dzieci musiały stać się dorosłymi a zarazem opiekunami własnych rodziców. Dziecko musiało się dostosować, być oparciem opiekuna w czasie choroby lub innych problemów. Obarczone odpowiedzialnością musiało się poświęcić, a przecież samo potrzebowało wsparcia i odpowiedzialnych dorosłych, którzy powinni zapewnić bezpieczeństwo. By móc walczyć i stać się małym – dorosłym, niezbędnym było założenie zbroi, zamknięcie wrażliwości na klucz. Samopoświęcenie było formą ochrony, przetrwania i jednocześnie metodą, by zasłużyć na miłość, często chwalone na pomaganie, nauczyło się, że wartość człowieka jest wprost proporcjonalna do jego poświęcanie dla innych, ciągłego usługiwania, nie obarczania innych własnymi problemami i przedkładania potrzeb innych ludzi nad własne. W dorosłym życiu taka osoba, czuje się wartościowa tylko wtedy, gdy może ratować innych, przychodzić im z pomocą, tak bardzo tęskni na akceptacją, że zrobi wszystko, by udowodnić swoją wartość, zrobi wiele, by tylko usłyszeć – kto jak nie Ty. Z jednej strony karmi głód bycia widzianą i akceptowaną, z drugiej – bycie na usługach innych jest wyczerpujące i frustrujące. Stworzenie swojej tożsamości w oparciu o ciągłe udowadnianie, pod hasłem – jestem taka dzielna, stoi w kontrze do zmiany i odpuszczenia kontroli, pojawia się bowiem pytanie – kim będę bez ciągłego poświęcania się? Skoro postrzegam swoją wartość przez pryzmat dawania sobie rady ze wszystkim, na czym zbuduję swoją nową tożsamość? Należy pamiętać, że nasza wartość jest niepodważalna, jesteśmy wartościowi przez sam fakt, że żyjemy, nasza wartość jest stała, nie zależy od dyplomów, certyfikatów, wygranych konkursów, statusu, wykształcenia, poświęcania się, udowadniania itp.
Człowiek skazany na siebie samego jest tylko pozornie silny, to tylko maska, która pozwala skryć wewnętrzna pustkę, zmęczenie, zagubienie i oddalenie się od siebie samego/samej.
Osoby uwikłane w zaklęcie – bądź dzielna, są przekonane, że moment, w którym nie dałyby rady i musiały poprosić o pomoc świadczyłby o ich porażce, jednak prawda jest zupełnie inna, to nie one są słabe, problemem leży w ilości obowiązków i zadań, które biorą ponad swoje siły. Ktoś inny dawno już by się poddał, odpuścił, bądź nie wziął na siebie tylu rzeczy. Osoby pod mocą zaklęcia – bądź dzielna, boją się zawieść siebie samych, ich wymagania wobec samych siebie są wygórowane, nieadekwatne do posiadanych zasobów.
Postawienie granic, chęć zaprzestania ciągłego udowadniania, brania na siebie za dużo, wiąże się z zaskoczeniem innych ludzi, którzy do tej pory korzystały z usług osoby, która pełniły rolę dawców. Wyjście z zaklęcia „bądź dzielna”, wiążę się z ryzykiem odejścia ludzi, czerpiących korzyści od takiej osoby. Dobra wiadomość jest taka, że pozostaną ci, dla których dana osoba znaczyła więcej, aniżeli jej ciągłe poświęcanie się i naddawania się. Ciekawostką jest również, że inni traktują nas tak, jak my traktujemy siebie, dlatego też nie szanując siebie, nie oczekujmy, że inni będą nas szanować.
Nie bez przyczyny zaklęcie brzmi – bądź dzielna, a nie bądź dzielny, to właśnie kobiety częściej są tymi – siłaczkami, łączącymi wiele życiowych ról i nie potrafiących tak łatwo odpuszczać. Bycie dzielną to niekiedy jedyna możliwa opcja i brak wyboru. Zmiana i chęć wyjścia z zaklęcia może budzić niepokój, bo przecież wiąże się z rozczarowaniem innych osób, przyzwyczajonych do starej wersji danej osoby, jednak moment, gdy „dzielna” wytrwa w postanowieniu zmiany, nawet za cenę odrzucenia, otworzą się przed nią nowe możliwości, a przede wszystkim szansa, by w końcu zauważyć siebie i zrozumieć, że nie jest się tylko dla innych, ale również dla siebie, a dotychczasowe postępowanie świadczyło o braku miłości do siebie i wynikało jednego z bardziej niszczących i popularnych przekonań wśród kobiet, a mianowicie – bycia niewystarczającą.
Bądź grzeczna (dostosuj się)
Co oznacza bycie grzeczną? Bycie grzeczną to nic innego, jak dostosowanie się do wzorca, który uważany jest za prawidłowy. W tym wypadku nie ma miejsca na inność, samodzielne myślenie, to nic innego, jak bycie taką, jaką oczekują inni i jaką według nich wypada być. Często metodą na zmuszenie kogoś go bycia „grzecznym” jest zawstydzanie, wywoływanie poczucia winy, co w konsekwencji prowadzi do zakładania masek, bo przecież taka jaką jestem – to coś nieodpowiedniego. Tłumienie własnych potrzeb, rezygnacja z tego, co chciałoby się zdobyć, dostosowanie do wymagań innych, jest wygodne dla otoczenia, bo przecież nie robimy kłopotu i wtapiamy się w tłum, nie dążymy do celów, zamrażamy się często w obawie przed karą. Grzeczna znaczy niewidoczna, taka która nie chce, nie potrzebuje, nie komunikuje, dostosowuje się, by zasłużyć na akceptacje. Bycie grzeczną to brak przyzwolenia na bycie inną, myśląca samodzielnie, wyróżniająca się z tłumu, idącą po swoje. Grzeczne dziecko jest wygodne dla rodzica, dostosowane do jego wymagać i oczekiwań. Rzucane zaklęcie – bądź grzeczna, to nic innego, jak mówienie - rób w przyszłości tak, jak chcą inni, zasłużysz wtedy na dobrą ocenę. Taka postawa prowadzi do porzucenia siebie, grzeczne dziecko, to dorosły, który nie wychyla się, nigdy nie wychodzi przed szereg, a być królową to nie przejmować się opiniami innych, bo przecież ich oceny, to nie fakty, a często własne frustracje.
Co ludzie powiedzą (bądź jak inni)
Zawstydzanie dzieci przez rodziców miało na celu ustalenie norm i granic, często zapędy dziecka tłumione były słynnym – co inni powiedzą, inni tak nie postępują, tak nie przystoi robić. Koncentrowanie uwagi na tym, co powiedzą inni oddala nas od tego, na co mielibyśmy ochotę.
W obawie przed tym, co powiedzą inni, chcemy wtopić się w tłum, być niezauważonymi, nie wychylać się w obawie przed ewentualnymi komentarzami i krytyką. A przecież wiadomo, że opinie innych na nasz temat to nie fakty, to tylko oceny, najczęściej podyktowane własnymi lękami, frustracjami, projekcjami (to co denerwuję mnie w innych, jest wypartą, częścią mnie, której nie akceptuję). Nie da się zadowolić wszystkich. Boimy się krytyki, tego, co ludzie powiedzą, a przecież najczęściej krytykują ci, którzy są niezadowoleni ze swojego życia, spełniony człowiek żyje swoim życiem, nie ma czasu na życie innych, tym bardziej na dopatrywanie się u nich wad. Intencją krytykowania innych jest wybielanie własnej osoby, odwrócenie uwagi od swojego nudnego i przewidywalnego życia, to często usprawiedliwienie własnego nicnierobienia.
Z zaklęciem - co ludzie powiedzą nierozerwalny jest wstyd, który chroni przed odrzuceniem. Wstydzę się, więc nie zrobię tego, na co miałabym/miałbym ochotę, tym samym inni mnie nie ocenią i nie odrzucą. Wstyd to brak empatii, do siebie, chęć zniknięcia, poczucie, że jestem nie taki, jaki powinienem być. W przypadku upadku będę chciał zniknąć, nie potraktuję go jak lekcję, podjęte próby a klęskę samą w sobie, nie powiem sobie tylko ten się nie myli, kto nic nie robi, nie potraktuje upadku jak procesu nauki, a sięgnę po samobiczowanie. A przecież nikt nie powie do dziecka uczącego się chodzić, siedź, bo się przewrócisz, tu upadki traktowane są jak nauka, która w konsekwencji doprowadzi do tego, że dziecko będzie chodzić. Konsekwencją pójścia za większością jest samotność w tłumie, bycie prawdziwym i nie zważanie na to, co powiedzą inni oznacza samotność, jednak życie w zgodzie z własnymi wartościami jest autentyczne i fascynujące.
Inny nie oznacza, że gorszy, oznacza kreujący życie na własnych warunkach. Koncentracja na innych, na przewidywanych ocenach, sprawia, że oddalamy się od siebie, ważniejszym jest uniknięcie krytyki niż pójście za tym, co nas woła, jednak pamiętajmy, że ludzie prawdziwi są lustrem dla innych osób poirytowanych pewnymi zachowaniami, jednak te zachowania w przyszłości stają się dla nich inspiracją. Z zaklęcia – co ludzie powiedzą, można wnioskować, że nie jesteśmy obojętni dla innych, a ich oceny nie są obojętne dla nas. Prawdą jest jednak, że ludzie nie myślą o nas aż tak często, jak nam to się wydaje. Idealnie pasuje do tego jeden z cytatów, który kiedyś, gdzieś przeczytałam: „Gdy miałam dwadzieścia lat przejmowałam się tym, co powiedzą inni, gdy miałam trzydzieści lat przestałam się przejmować się tym, co mogą o mnie pomyśleć. Teraz mam czterdzieści lat i zorientowałam się, że ludzie aż tak bardzo nie interesują się tym, co robię”.
Bo pan cię zabierze (ulegaj)
Pewnie każdy z nas spotkał się z niewinną sytuacją, gdy rodzic straszył dziecko przypadkowym przechodniem na ulicy, jakoby ten miał go zabrać. Intencją rodzica, było wymuszenie na dziecku posłuszeństwa, stłumienie jego zapędów, przywrócenie go do porządku. Brak wiedzy, narzędzi sprawiły, że bezsilny rodzic posłużył się zaklęciem, gdy dziecko zachowywało się w nieodpowiedni sposób w miejscu publicznym, nie rzadko udało się uzyskać zamierzony skutek, nie mając świadomości konsekwencji, jakie niesie ze sobą przesłanie – pan cię zabierze.
Pan cię zabierze, czyli: nie stanę po twojej stronie, obcy są zagrożeniem, mogą zrobić ci krzywdę, musisz się dostosować, bo jak nie inni po ciebie przyjdą, a więc dosięgnie cię kara. Nie ma tu mowy o bezinteresownej miłości, akceptacji dziecka takim, jakim ono jest, zamiast tego są oczekiwania, mające sprawić, że malec ulegnie i nie będzie robił kłopotu.
Rodzic, który nie uznaje autonomii dziecka i chce je za wszelką cenę podporządkować, wzbudza wstyd, by móc osiągnąć zamierzony skutek, za „rób co chcesz” rodzica stoi - „rób po swojemu, a ja się obrażę”. Z uległym człowiekiem można zrobić wszystko, wykorzystaj do swoich celów, zmanipulować, wmówić, że wszystko jest dla jego dobra. „Pan cię zabierze” znajduje odzwierciedlenie w polityce, gdy jednak polityk wzbudza nieufność ludzi wobec drugiego, by podporządkować sobie tłumy.
Postaraj się bardziej (spełniaj oczekiwania)
U podłoża perfekcjonizmu leży zaklęcie – postaraj się bardziej, stać się na więcej, to, co robisz jest niewystarczające. Dorosły uwikłany w to zaklęcie ma dwie możliwe, zostać właśnie perfekcjonistą, dla którego zrobione nigdy nie będzie lepsze od idealnego albo pójść drogą proklastynacji, czyli odkładanie na później, nie z lenistwa, ale z obawy przed popełnieniem błędu.
Perfekcjonista nigdy nie będzie zadowolony z siebie, zawsze zostaje coś, co można poprawić, dopracować, udoskonalić. Wewnętrzny niedosyt każe mu działać więcej, bardziej, mocniej. Motto życiowe perfekcjonisty mogłoby brzmieć – wszystko albo nic. U podłoża perfekcjonizmu leży wstyd, który perfekcjonista chce zwalczyć ciągłym doskonaleniem, by niczego mu nie zarzucono lub lęk przed kompromitacją i negatywną oceną. „Stać cię na więcej” - dotyka nie tylko samego dotkniętego tym zaklęciem, ale również jego bliskich. Bo przecież – postaraj się bardziej, to brak zgody na odpoczynek, wyrzuty sumienia po błogim, zasłużonym lenistwie, wymagania wobec bliskich i ich nieustanna tresura.
Za powtarzanym przez rodzica zaklęciem - stać cię na więcej, idzie chęć mobilizacji dziecka do osiągania wyższych wyników, co często jest związane z poczuciem niespełnienia samego, który chce po prostu lepiej dla swojego dziecka. Zdarza się, że rodzic traktuje sukces dziecka jak swój własny, jest kontrolerem całej sytuacji, bez świadomości, jakiego spustoszenia może dokonać w psychice dziecka. Dziecko staje się jego przedłużeniem, w takiej sytuacji sukces lub porażka są udziałem samego rodzica. Postaraj się bardziej, to też nawiązanie do zaklęcia - bądź dzielna, bo przecież ta „dzielna” wciąż stara się bardziej i bardziej, nawet, gdy często inni tego nie oczekują, narzuca sobie własne wygórowane standardy, dla kobiety starającej się za bardzo, życiowym celem jest być lepszą od innych, a nie po prostu „być”.
Stać cię na więcej - pomimo że możemy wnioskować pewne niezadowolenie i rozczarowanie z tego przesłania, to zawsze brzmi lepiej, niż - nie stać cię na nic. Nie stać cię na nic, oznaczałoby – nic z Ciebie nie będzie, nie ma już żadnej dla ciebie nadziei, zawodzisz i jesteś nikim.
Nie bądź jak ojciec (znikaj bądź kimś innym)
Podobno, stanie się innymi niż nasi rodzice jest tylko możliwe przez ich akceptacje, o czym mówi nie tylko ta książka, a wiele innych przekazów. To z czym walczymy wypływa na powierzchnię, tam gdzie opór, jest walka, to z na czym koncentrujemy uwagę – rośnie. Dlatego osoby powtarzające: „nie będę taki jak ojciec „nie będę taka jak matka”, stają się dokładnie tacy, jak oni.
Zmiana możliwa jest tylko przez akceptację, co więcej chęć stawania się kimś innym blokuje to, co chciałoby się zrobić naprawdę, a jest tylko i wyłącznie wynikiem buntu i chęci zrobienia na odwrót. Za podobnym postępowaniem syna, często stoi chęć zrozumienie postępowania ojca, ale także zrozumienie, prawdy, że zachowania przekazywane z pokolenia na pokolenie, te nieświadome są tak silne, że wręcz niemożliwe do zmiany.
Nie bądź jak ojciec - znaczy bądź kimś innym, nawet, gdybyś chciał ochotę zostać kimś podobnym, walcz z tym, znikaj.
Celem matki demonizującej postać ojca przed synem jest chęć zmiany syna, co za tym idzie poczucie wpływu, że choć nie udało jest się zmienić męża, może zrobić coś dla przyszłych pokoleń. Następstwem jest uwikłanie syna w relację z matką. By być przez nią akceptowany, musi wyrzec się ojca, tym samym części siebie.
Jednak ten „niedobry” ojciec, z którego nie można brać przykładu, posiadał też dobre cechy, których syn nie musiałby się wstydzić, a nawet chcieć kontynuować. Tu moglibyśmy zadać sobie pytanie – czy ludzie są tylko dobrzy lub tylko źli?
Zbudować siebie to znaczy – nie chcieć się stać jak ojciec i nie chcieć się nim nie stać. Możesz wybrać dobre, a odrzucić złe cechy. Odrzucając jednego z rodziców, odrzucasz część siebie. Syn odrzucający ojca na życzenie matki chce być względem niej lojalny i solidarny, to poświecenie sprawia, że nie ma szans stać się po prostu sobą.
Wybaczenie innym w tym przypadku ojcu, nie oznacza usprawiedliwienia jego zachowania, umniejszenie własnej krzywdy, oznacza zrozumienie, że za zachowaniami naszych rodziców stoi wychowanie ich rodziców i przekazy wcześniejszych pokoleń.
Książka „Uwiezieni w słowach rodziców”, nikogo nie obwinia i nikogo nie zwalnia z odpowiedzialności za wcześniejsze czyny, pozwala zrozumieć skąd biorą się ludzkie zachowania. Przeszłości nie możemy zmienić, jednak możemy wziąć odpowiedzialność za swoje postępowanie i własne samopoczucie. Wcześniejsze pokolenia nie miały dostępu do wiedzy psychologicznej, jaką mamy obecnie, a która zmienia całe postrzeganie.
Biorąc odpowiedzialność za siebie bez obwiniania kogokolwiek, jesteśmy na najlepszej drodze do tego, by wychować szczęśliwe przyszłe pokolenia.
„Ten, kto obwinia innych, ma jeszcze daleką drogę przed sobą.
Ten, kto obwinia siebie, jest w połowie drogi.
Ten, kto nie obwinia nikogo, dotarł do celu”
Komentarze
Prześlij komentarz