Słowo mocy - Wybaczam
W poprzednich wpisach mogliście przeczytać o zaklęciach zakazu i zaklęciach nakazu. Jeśli czytaliście post wprowadzający do recenzji książki - „Uwięzieni w słowach rodziców” - to zapewne pamiętanie, że istnieją przeciwzaklęciach, które uwalniają nas od tego, czym zostaliśmy naznaczeni w dzieciństwie, często nieświadomie.
Przeciwzaklęcia to: wybaczam, przepraszam, proszę, doceniam, dziękuję, wybieram.
Aby uniknąć kolejnego długiego wpisu, postanowiłam podzielić go na kilka części oraz nawiązać do innych źródeł mówiących o tych zagadnieniach, mam nadzieję, że dzięki temu uda mi się stworzyć o wiele ciekawsze posty.
WYBACZAM
Zanim zaczniesz czytać dalej, odpowiedz sobie w myślach na pytanie – co rozumiesz przez wypowiadane słowa – WYBACZAM?
Czy zazwyczaj większości z nas, wybaczanie, nie kojarzy się z puszczaniem w niepamięć doznanych krzywd i usprawiedliwianiem czynów drugiej osoby, co za tym idzie zrozumieniem w pewnym sensie jej postępowania, przymknięcia oczu na to, co zrobiła?
Pewnie nie tylko ja, ale większość z nas ma właśnie takie rozumienie tego słowa. Jak się okazuje, wybaczać, nie znaczy zapominać, umniejszać doznanej krzywdzie i poczuciu niesprawiedliwości. Nie znaczy również, że zwalniamy drugą osobę z odpowiedzialności oraz zachowujemy te same relacje, udając, że wszystko jest w porządku.
Wybaczanie oznacza - mój wybór, co do tego, że myśli o krzywdzie, jakiej doznałem, nie zabierają mnie w otchłań trudnych emocji, bo przecież żywiąc urazę znajdujemy się w więzieniu, a klucz, by się z niego wydostać, mamy w swojej ręce. Wybaczanie to akt wyboru serca i wzniesienie się ponad doznane krzywdy, gdzie intencją nie jest ulżenie drugiej osobie, a skupienie się na sobie. To również uwolnienie emocji, które mogłyby mnie pozbawić życia w wolności i sprawić, że rozpamiętywanie nie miałoby końca. Powracanie do przyszłości to nic innego, jak rozdrapywanie starych ran, którym my sami, nie pozwalamy się zagoić.
Dlaczego nie wybaczamy?
Jak powiedziała niegdyś, popularna polska psycholożka Katarzyna Miller – nie wybaczamy innym, bo nie wybaczyliśmy sobie. A dlaczego nie wybaczyliśmy sobie? Bo nie mamy świadomości, że powinniśmy cokolwiek sobie wybaczyć. Przecież niejednokrotnie torturujemy się myślami – mogłem postąpić inaczej. Należy pamiętać, że skoro postąpiłeś w taki, a nie inny sposób, to znaczy, że nie mogłeś lub nie umiałeś w tamtym momencie zrobić inaczej. Nierzadko mówimy – gdybym miał wtedy to doświadczenie, które mam teraz, zrobiłbym inaczej. Prawda jest taka, że gdybyś postąpił inaczej, nie miałbyś takiego doświadczenia. Wszystko, co dane było ci przeżyć, doprowadziło cię do miejsca, w którym jesteś, a skoro siedzisz teraz i czytasz sobie, tak po prostu pewien wartościowy post, to znaczy, że jesteś teraz we właściwym miejscu.
Innym natomiast, nie wybaczamy z obawy, że gdybyśmy dali kolejną szansę, mogłoby nas spotkać to, czego doświadczyliśmy wcześniej, w naszym rozumieniu dalibyśmy przyzwolenie na ponowne skrzywdzenia nas. W związku z tym - niewybaczanie, chroni nas poniekąd, przed ponownym zranieniem, którego nikt z nas nie chce ponownie przeżywać. Jednak wybaczyć, nie oznacza, że dalej jestem w relacji czy kontaktach z osobami, które zachowały się z stosunku do mnie nieprzyzwoicie. Mówiąc – nie wybaczę - to żyć z przekonaniem, że na pewno byśmy tak nie postąpił, a prawda jest taka, że wiemy o sobie tyle, na ile nas sprawdzono, nie jesteśmy w stanie przewidzieć wszystkich okoliczności i znaleźć się we wszystkich możliwych konfiguracjach.
Niekiedy oczekujemy zadośćuczynienia, przeprosin, jednak oczekiwanie przeprosin, to brak wyboru ze strony drugiej osoby, tym bardziej, jeśli są nieszczere mijają się z celem. Jest wiele krzywd, gdzie zwykłe – przepraszam, to zwyczajnie za mało.
Moglibyśmy odnieść się do większych przekazów np. Pisma Świętego, które uczy, że mamy przebaczać, nie 7 razy, a 77 razy, nie chodzi o liczby, a oto, że mamy wybaczać tyle razy, ile trzeba. Nie dlatego, że nic się nie stało, nie dlatego, żeby unieważnić czyny drugiego człowieka, nie dlatego, by nie pamiętać i zwalniać z odpowiedzialności, ale dlatego, że wybaczenia staje się dla nas przepustką do dobrego życia, ma pomóc nam, a nie winowajcy. W Piśmie Świętym jest również napisane – „wybacz im, bo nie wiedzą, co czynią”. Czy nie jest właśnie tak, że złe czyny płyną z podświadomości, gdzie kierują nami nieuświadomione mechanizmy? Nie mamy wpływu na innych, na ich automatyczne reakcje, mniej lub bardzie świadome wybory, podejmowane decyzję, mamy jednak wpływ na siebie, na swój wybór i na to, by myśli o krzywdzie nie zrujnowały nam życia. Jest to nic innego, jak wzięcie odpowiedzialności za własny komfort psychiczny, bowiem nienawiść jest jak trucizna, która niszczy nas samych, jest to również oddawanie odpowiedzialności osobie, która nas zraniła.
Jak to wszystko ma się do książki „Uwięzieni w słowach rodziców”? Często jesteśmy świadkami, że dorosłe dzieci zrzucają winę za swoje nieudane życie na rodziców. Oczywiście dzieciństwo, co nie jest wiedza tajemną, to fundament dobrego, spełnionego i satysfakcjonującego życia. Nieudane dzieciństwo może być wymówką, by zejść na manowce, a może być również motywacją, by wziąć sprawy w swoje ręce. Skoro mamy to, w co wierzymy, to zakładając z góry, że nieudane dzieciństwo jest gwarantem nieudanego życia, stajemy się ofiarami samospełniającej się przepowiedni, nie ze względu na trudną przeszłość, ale swoje wierzenia i wybór tego, co łatwe, ale bez wartości.
Rzucane zaklęcia oraz to, że dziecko dostaje w dzieciństwie to, czego nie potrzebuje, a nie dostaje tego, co prawdziwie potrzebne byłoby mu do rozwoju, może skomplikować życie. Jest to konsekwencja braku wiedzy rodziców, ich zasobów, tego, że nie potrafią być wspierającymi rodzicami, zamiast wspierać tłamszą potrzeby i marnują wyjątkowy potencjał. Wystarczy przywołać tu przykład znanego porównywania dzieci z innymi, w celu motywowania ich do nauki, by chciały sięgać wyżej. Dziś dzięki szeroko dostępnej wiedzy, wiemy, że porównywania działają de motywująco, a jedyną osobą z jaką możemy się porównywać jesteśmy my sami, z wczoraj. Dziś wiemy, że rodzic mówiący do dziecka – jak nie będziesz się uczył, będziesz kopał rowy - nie miał po prostu wiedzy, by mobilizować dzieci do nauki w odpowiedni sposób. Dziś wiemy, że strach, który miał zachęcać dzieci do nauki, możemy zastąpić czymś zupełnie innym, a zamiast użycia tamtych słów wystarczyło powiedzieć – gdy będziesz się uczył, będziesz mógł być tym, kim zechcesz, a jeśli nawet zapragniesz być kimś, dla kogo brak dyplomu i tytułu magistra, nie będzie oznaczać zmarnowanego życia, to też jest ok.
Rodzice dają swoim dzieciom, tyle ile mogą dać, jeśli nie dają, znaczy, że dać nie mogą, często sami zostali skrzywdzenie, dostali taki, a nie inny wzorzec postępowania. Oczywiście, nie zwalnia to nikogo z odpowiedzialności za swoje czyny, niemniej jednak, nie możemy dać drugiemu, tego, czego sami nie posiadamy, z pustego nawet Salomon nie naleje. Niedojrzali, niedostępni emocjonalnie rodzice, często działali z myślą o sobie, nie chcąc tak naprawdę krzywdzić dzieci.
Dzisiejsze pokolenia, z wiedzą, która jest na wyciągnięcie ręki, jest o krok dalej, ma przewagę, wybór.
Reasumując wybaczenie nie oznacza, że zapomniałeś i uważasz, że to, co się wydarzyło nie ma znaczenia, oznacza, że nie żywisz urazy, nie dajesz uwagi krzywdzicielowi, postępujesz tak, by dać ulgę sobie, a nie jemu. Znaczy to, że złość, poczucie krzywdy nie mają już nad tobą władzy, tym samym stajesz się panem swojego życia, to ty dyktujesz warunki, a nie osoba, która dopuściła się wobec Ciebie niewłaściwych czynów. To wszystko jest niezbitym dowodem na to, że wybaczyłeś.
Jeśli wybaczasz, nie umniejszając poczuciu własnej krzywdy, tym samym nie zwalniając drugiego z odpowiedzialności za popełnione czyny i jednocześnie pozwalając sobie zachować dystans, to znaczy, że przeszłość przestaje tobą rządzić, zaczynasz tworzyć dobrą, świadomą teraźniejszość, która staje się przepustką do spokojnej przyszłości.
Czasami warto po prosto przyznać, że takie to było, nie mamy wpływu na różne okoliczności i druga osobę, ale mamy wpływ na to, co z tym zrobimy.
Trudno jest zastanawiać się i przewidywać własne, możliwe reakcje, co do tego, jak byśmy się zachowali, gdybyśmy mieli komuś do wybaczenia coś z kategorii – gruby kaliber, jednak sam musisz przyznać, że powyższe podejście do wybaczania jest tym, które pozwala Tobie rozdawać karty.
A co dla Ciebie znaczy słowo – WYBACZAM?
Komentarze
Prześlij komentarz